Pierwsze koty za płoty. Zwycięstwo odhaczone – jeszcze pięć

Eliminacje do EuroBasketu 2017 ruszyły. W pierwszym meczu reprezentacja Polski pokonała we Włocławku Portugalię 83:57, ale nie obyło się bez problemów. 

Pierwsze minuty meczu to zdecydowana dominacja naszych podkoszowych. Lampe i Hrycaniuk kończyli swoje akcje, a ten pierwszy dodatkowo świetnie uruchamiał kolegów w ataku – 3 asysty w pierwszych 10 minutach. Portugalczycy zgodnie z przewidywaniami postawili na szalony basket – zamknij oczy i rzucaj. Co ciekawe całkiem sporo im wpadało – Gomes dwukrotnie przycelował zza łuku. My za to włączyliśmy „Bestia mode” i rywale nie mieli zbyt wiele argumentów by zatrzymać centra Stelmetu. W drugiej części kwarty w końcu na obroty wszedł Adam Waczyński, który nie trafił trzech pierwszych trójek. Dwie kolejne znalazły już drogę do kosza. Portugalia zbierała nam piłki w ataku, a to w takim meczu nie powinno było mieć miejsca. Hitem był jednak przestrzelony rzut sam na sam z koszem A.J. Slaughtera. Mimo wszystko prowadziliśmy bezpiecznie 23:14 i zapowiadało się, że w kolejnej części odjedziemy rywalom jeszcze bardziej.

W drugiej kwarcie graliśmy fatalnie. Przypominaliśmy tą wersję kadry z meczu z Belgią. Nie trafialiśmy, podawaliśmy rywalom w ręce. Goście oddawali szalone rzuty z kolana i wpadało. Przez 5 minut rzuciliśmy ledwie 4 oczka… Po czasie na żądanie niewiele się poprawiło. Graliśmy tak dobrze, że to Portugalia wyszła na prowadzenie. Nie ma zmiłuj trzeba gonić. Sygnał dał Ponitka, który skończył dwie akcje z rzędu, ale rywale nadal trafiali. Kwartę celnym rzutem zakończył na szczęście Koszarek i schodziliśmy do szatni przy minimalnym prowadzeniu.

 

Po przerwie niby zaczęliśmy lepiej. Aktywny nadal był Ponitka, który dość łatwo ogrywał rywali. Graliśmy agresywniej, ale szybko łapaliśmy faule. Oczywiście nie obyło się bez przewinienia ofensywnego Adama Hrycaniuka. Portugalia przestała trafia, a pierwsze punkty z gry zdobył Gomes po prawie 4 minutach. Na szczęście w kadrze jest „Koszar”, który po prostu brał piłkę w swoje ręce i trafiał. Gra toczyła się kosz za kosz, ale w końcu trójkę dorzucił Lampe i znów nieznacznie prowadziliśmy. Goście trafiali szalone rzuty, a Ponitka grał alley-oopy z Koszarkiem i zrobiło się nieco ciekawiej. Obudził się Slaughter, który trafił z dystansu i prowadziliśmy 51:44. Gdyby wszyscy w tym meczu grali to co „Koszar” w trzeciej odsłonie byłoby po meczu, ale koledzy mieli problem żeby dostosować się poziomem do reprezentacyjnego playmakera.

Ostatnia kwarta miała już być formalnością. Punktował Czyż, w końcu trójkę trafił Gielo. Nasza gra zaczęła się kleić. Slaughter przypomniał sobie, że został naturalizowany z myślą gry w koszykówkę. Nieźle prezentował się Olek Czyż, który mijał rywali w ataku i kończył swoje akcje. A.J. swoją akcją zmazał plamę przestrzelonego rzutu z pierwszej połowy. Tak właśnie miała wyglądać nasza gra przez cały mecz. Trafił też Zamojski z dystansu i było po meczu. Na parkiecie pojawił się nawet Robert Skibniewski, który pokazał się „swojej” publiczności. Graliśmy szybko, efektownie i skutecznie. Ostatecznie wygraliśmy 83:57. Zapominamy o meczu i odhaczamy zwycięstwo, jeszcze pięć i jedziemy na EuroBasket.

 

Polska – Portugalia 83:57 (23:14, 12:19, 23:13, 25:11)

Polska: Ponitka 14, Slaughter 12, Czyż 10, Waczyński 10, Lampe 9, Koszarek 9, Hrycaniuk 8, Zamojski 8, Gielo 3, Skibniewski 0, Sokołowski 0.

Portugalia: Gomes 18, Silva 14, Guerreiro 8, Soares 6, Queiroz 5, Lima 3, Barroso 2, Pinto 1, Fernandes 0, Balseiro 0, Oliveira 0.

 

Zdjęcie: Andrzej Romański/PZKosz

Komentarze

Mateusz Zborowski

Obserwuj @MatZborowski