Parzyk idzie w ślady ojca

Jakub Parzeński trafił na zgrupowanie reprezentacji Polski dzięki dobrym występom w kadrze „B”. Jak się odnajduje w drużynie Mike’a Taylora?

Przez ostatnie dwa sezony Parzeński na tyle solidnie pracował w barwach Asseco Gdynia, że doczekał się powołania do rozszerzonej reprezentacji Polski, która w zamyśle ma być zapleczem dla pierwszej kadry prowadzonej przez Mike’a Taylora. I właśnie to zaplecze drużyny narodowej ma sobą szereg rozegranych spotkań podczas chińskiego tournee i gdzie Parzeński oraz Jarosław Zyskowski jr i Filip Matczak pokazali się z bardzo dobrej strony, co zaowocowało zaproszeniem na zgrupowanie kadry „A”, która już trzeci rok z rzędu przygotowuje się w wałbrzyskim Aqua Zdroju.

Ostatni sezon był dla Kuby przełomowy, bo w końcu pełnił rolę startera, ale w znacznym stopniu poprawił swoją siłę fizyczną i był jasnym punktem gdyńskiej ekipy, w której notował średnio 8 punktów i prawie 6 zbiórek w rozgrywkach Tauron Basket Ligi, ale co ważniejsze w końcu pełnił rolę startera. Wcześniej miewał lepsze lub gorsze występy w zespołach Śląska Wrocław czy PBG Basketu Poznań, a także ligach włoskich. Dobra gra zaowocowała również kontraktem w zespole Dąbrowy, która poważnie zbroi się przed kolejnym sezonem.

Parzeński w końcu zaczął solidnie pracować na własne nazwisko i już nikt nie może mówić, że jest tylko synem znanego ojca – Dariusza, który wielokrotnie zdobywał Mistrzostwo Polski w barwach Śląska (’91, ’92, ’93, ’94) i Mazowszanki Pruszków (’97), a także reprezentował drużynę narodową w koszulce z orzełkiem na piersi.

Jak zatem wygląda życie kadry oczami Jakuba Parzeńskiego?

To naprawdę świetne uczucie móc być częścią drużyny narodowej. Poziom na treningach jest naprawdę wysoki. Z resztą nie ma się co dziwić, bo mam przyjemność trenować z najlepszymi polskimi zawodnikami. Jest to normalna, fajna grupa ludzi, dlatego nie było żadnych problemów z aklimatyzacją w zespole. Lekki stresik pojawił się tylko podczas pierwszego treningu,  ale później już było normalnie – przyznaje reprezentacyjny środkowy.

Co prawda treningi z drużyną nie gwarantują miejsca w szerokiej kadrze na eliminacje do przyszłorocznego EuroBasketu, ale młodzi nie mają taryfy ulgowej i muszą trenować na pełnych obrotach. Na korzyść Parzeńskiego przemawia również fakt, że w tym roku jest ogromny problem na pozycjach podkoszowych. Brakuje Gortata, Kuliga, Cela czy Karnowskiego, a to powoduje, że każdy wysoki jest na wagę złota dla Taylora.

Trener Taylor oczekuje od nas pełnego zaangażowania na treningach i jak najmniejszej liczby błędów. Jeżeli już się jakiś pojawi, to mamy zrobić wszystko żeby się nie powtórzył. Generalnie dużo skupiamy się na odpowiednim ustawieniu w ataku. Kto, gdzie i kiedy ma zrobić dany ruch. Jest też sporo ćwiczeń obronnych i do nich przywiązujemy szczególnie dużą wagę – dodaje „Parzyk”.

Dla gracza MKS-u Dąbrowy Górniczej nowością może być amerykański system grania, który preferuje Mike Taylor. Większość obecnych na kadrze doskonale zna już te schematy, bo przez dwa lata mieli okazję zapoznać się z funkcjonowaniem planu zagrywek amerykańskiego trenera, a wiemy, że jest ich niemało.

Na pewno jest trochę ciężko przyzwyczaić i zaznajomić się z taką ilością zagrywek, bo trener Taylor dużą wagę przywiązuje do różnych rozwiązań ofensywnych.

Na koniec zapytaliśmy jeszcze jak wygląda współpraca z Dominikiem „Dominatorem” Narojczykiem o czym wspominał ostatnio w naszym tekście Robert Skibniewski. Ten człowiek jest w stanie wycisnąć z każdego zawodnika siódme poty.

U trenera Narojczyka nie ma żadnych taryf ulgowych. Wszyscy słuchają i uważnie wykonują jego polecenia, bo wiadomo, że tylko tak można zrobić krok do przodu – kończy Parzeński.

Komentarze

Mateusz Zborowski

Obserwuj @MatZborowski