Kokoskov – serbski geniusz na słoweńskiej ławce

Jak pewnym siebie trzeba być żeby w najważniejszym momencie posadzić na ławce lidera zespołu? Prawdopodobnie tą decyzją Igor Kokoskov wygrał EuroBasket.

9-0 i złoty medal EuroBasketu, a po drodze w pokonanym polu takie ekipy jak: Francja, Grecja, Łotwa, Hiszpania czy Serbia. Igor Kokoskov zadziwił świat i z malutką Słowenią zapisał się w annałach europejskiego basketu. Zapewne nie po raz ostatni.

Tytuł, tytułem, ale co najbardziej zapadło w pamięć na EuroBaskecie odnośnie trenera Słoweńców? Decyzja z posadzeniem na ławce Gorana Dragicia w kluczowym momencie finału. Wcześniej gracz Miami Heat robił na parkiecie co chciał, trafiał wszystko i można przypuszczać, że w takiej dyspozycji trafiłby do kosza nawet krzesłem.

O analizę tej decyzji poprosiłem Jarosława Zyskowskiego, jednego z najlepszych polskich skrzydłowych lat ’90 i byłego trenera chociażby Polonii Warszawa czy Śląska Wrocław. – Kokoskov tą decyzją pokazał kunszt trenerski. Podjąć ryzyko i posadzić na ławce najlepszego gracza, który przez 30 minut meczu robił na parkiecie co chciał? Wyobraźmy sobie, że przegrywa – linczują go. MVP EuroBasketu na ławce w „money time” – zauważa „Zyzio”.

Wróćmy do kluczowej decyzji. – Goran próbował na siłę, a przecież wcześniej wszystko wpadało. Brał piłkę i rozgrywał akcję przez 20 sekund po czym oddawał wariacki rzut. Pozostali Słoweńcy stali po bokach parkietu i przyglądali się szamotaninie swojego lidera. Zero ruchu, rzut przez ręce Dragicia, Serbowie którzy zacieśniając pole trzech sekund mieli idealne ustawienie do zastawienia i zbiórki. Mecz zaczął uciekać Słoweńcom – analizuje sytuację Jarek Zyskowski. Co robi Kokoskov? – Zdejmuje Dragicia, gracze zaczęli zmieniać pozycje i dzielić się piłką, zaczęły się penetracje i odrzuty, zaczęło się zespołowe rozbijanie obrony Serbów i to już nie było takie łatwe do obrony dla rywali którzy nie radząc sobie faulowali. Słoweńcy odrodzili się i przełamali swoją niemoc czym wygrali mecz. 

Co by było gdyby Kokoskov nie zdjął swojego lidera można gdybać, ale tą decyzją pokazał, że ma duże „cojones”. – To była bardzo odważna decyzja, ale uratowała mecz. Jeszcze minuta lub dwie z Goranem na parkiecie i Serbowie zdominowaliby końcówkę. Ale posadzić MVP na ławce? Trzeba być trenerem przez duże „T”. Zazwyczaj po odbiciu się od dna trenerzy wracają do swoich gwiazdorów i wydawało mi się, że Dragic wróci na ostatnie dwie minuty meczu. Tak się nie stało, a przecież Kokoskov wcześniej w meczu stracił innego, wielkiego lidera Doncicia. Mimo wszystko nie dał się złamać i dalej prowadził mecz. Po to właśnie jest trener. Ma pomagać drużynie dobierając graczy, zmieniając taktykę w ataku i w obronie, po prostu kontrolować mecz – dodaje nasz ekspert.

Zresztą Zyskowski i Kokoskov mieli okazję się spotkać na klinice trenerskiej w Belgradzie kilkanaście lat temu. „Zyzio” wówczas jako coach Polonii Warszawa po niemałym sukcesie – awansie do Final Four ligi NEBL (dzisiejsza VTB), pokonując po drodze ekipę z Kolonii ze słynnym Svetislavem Pesiciem na ławce miał okazję na żywo śledzić prezentację obecnego selekcjonera kadry Słowenii. Jak zapamiętał Kokoskova? – Na wykładzie Kokoskova dowiedziałem się, że można rozgrywać pick’n’rolla na dwadzieścia kilka sposobów. Owszem wiedziałem, że na kilkanaście na pewno, ale ponad dwa razy tyle? Zresztą nie dokończył on wtedy swojego wykładu, bo zabrakło mu „czasu antenowego” – wspomina były reprezentant Polski.

To były lata kiedy Kokoskov stawiał pierwsze kroki w NBA. Dziś ma tych kroków znacznie więcej i stale pracuje nad swoim warsztatem. – To typ trenera, który pracuje 24 godziny przez 365 dni w roku. Zwróć uwagę, że w wakacje po morderczym sezonie NBA przyjeżdża do Europy pracować z reprezentacjami narodowymi wcześniej z Serbią i Gruzją, a teraz ze Słowenią – dodaje Zyskowski. Był pierwszym, europejskim asystentem trenera w NBA. Zdobył mistrzostwo najlepszej ligi świata pomagając Larry’emu Brownowi, ale teraz dokonał niemożliwego.

I na sam koniec żeby było ciekawiej Kokoskov w 2014 mógł usiąść za sterami reprezentacji Polski i to po promocyjnej cenie. Mógł… bo włodarze PZKosz po uzgodnieniu kontraktu i dopracowaniu szczegółów zasugerowali mu zmianę agenta. Kokoskov spakował torbę i podziękował panom z Ciołka mniej lub bardziej grzecznie… Teraz o kimś takim mogą tylko pomarzyć.

Komentarze

Mateusz Zborowski

Obserwuj @MatZborowski