Jak robić koszykówkę po słoweńsku?

Nieco ponad 2 miliona ludzi i stale rosnący potencjał sportowy. Czy Słowenia może stać się koszykarskim potentatem na lata w Europie?

Przecieramy oczy ze zdumienia jak dwumilionowy kraj udziela nam lekcji – najpierw w siatkówce, a niedawno w koszykówce. Co prawda kultura koszykarska w tym niewielkim państwie jest znacznie wyższa, bo do 1991 roku Słowenia wchodziła w skład Jugosławii, ale wydaje się, że w 40 milionowym kraju jakim jest Polska mamy znacznie większy materiał ludzki do wychowania potencjalnych koszykarzy.

O tym, że Słoweńcy znają się na koszykówce dowiedzieliśmy się już w latach ’90 wraz z przyjazdem Andreja Urlepa do Wrocławia. 40-letni wówczas trener otworzył nam oczy na zupełnie inny basket. Ze Śląskiem zdobył cztery tytuły mistrza Polski, a kolejny dołożył będąc już trenerem Anwilu (jedyny w 25-letniej historii klub). – Słoweniec przyjechał do Polski i absolutnie odmienił koszykówkę. To był milowy przeskok – opowiada Jarosław Zyskowski, który pod ręką Urlepa zdobył dwa złote medale grając w Śląsku. – Urlep zmienił polski basket – wtóruje mu Maciej Zieliński.

Doskonałą pracę Słoweńców w wychowywaniu koszykarzy widzimy na przykładzie ligi NBA. Nie licząc Marcina Gortata i Macieja Lampe, którzy w polskiej lidze nigdy nie grali za ocean z PLK trafił tylko Cezary Trybański – głównie ze względu na imponujące warunki fizyczne. Słoweńcy dali do NBA 9 koszykarzy (pomijając naturalizowanego Anthony Randolpha), z których 6 odgrywało ważne role w swoich zespołach.

Przyjrzyjmy się bliżej:

  • Beno Udrih – 831 spotkań (DET, MEM, MIA, MIL, NYK, ORL, SAC, SAN)
  • Rasho Nesterovic – 811 spotkań (IND, MIN, SAN, TOR)
  • Goran Dragic – 647 spotkań (HOU, PHX, MIA)
  • Sasha Vujacic – 581 spotkań (LAC, LAL, NJN, NYK)
  • Primoz Brezec – 341 spotkań (CHA, DET, IND, MIL, PHL, TOR)
  • Bostjan Nachbar – 317 spotkań (HOU, NJN, NOP)
  • Marko Milic – 44 spotkania (PHX)
  • Uros Slokar – 20 spotkań (TOR)
  • Zoran Dragic – 16 spotkań (MIA, PHX)

Na horyzoncie jest kolejny zawodnik, który ma ogromne szanse na pierwszy numer draftu – Luka Doncic. To absolutny fenomen i wieku 18 lat jest jednym z liderów reprezentacji, która właśnie zameldowała się w finale EuroBasketu. Można? Można.

Liga słoweńska liczy 10 zespołów. W 9 z nich pracują słoweńscy trenerzy. Liczba obcokrajowców jest nieporównywalnie mniejsza w porównaniu z naszą ligą. Stawiają na swoich, wychowują, szlifują, a potem zbierają plony.

Takie kluby jak Krka Novo Mesto czy Olimpija Lublana dały europejskiej koszykówce niezliczoną ilość solidnych zawodników i stale wprowadzają swoich wychowanków do dużego basketu. U nas kluby idąc na okrętkę sprowadzają graczy licząc na szybki wynik. Nie tędy droga. Chciałoby się powiedzieć – „pokaż mi swoich wychowanków, a powiem jak pracujesz”. Wiadomo prezesi myślą krótkofalowo o sukcesie, a co za tym idzie nie mają czasu szkolić, wychowywać i to jest największy błąd. W koszykarskiej piramidzie należy inwestować od samego dołu. Do tego dochodzi słowo „cierpliwość”, którego na próżno szukać w PLK. U nas kluby działają na zasadzie tymczasowości – liczy się to co jest tu i teraz.

Od lat zatrudniamy zagranicznych fachowców, ale brakuje w tym wszystkim jednego – nie wykorzystujemy ich do szkolenia naszych zawodników. Prezesi podstawiają im gotowy, zakupiony materiał i zamiast rozwijania naszych graczy taki trener gra zagranicznym zaciągiem na wynik. Zupełnie nie czerpiemy z ich doświadczenia i potencjału w piramidzie szkoleniowej. Ograny i doszlifowany zawodnik zagraniczny po roku zmienia ligę na lepszą, a nasi zawodnicy zostają w miejscu, w którym byli i koło się zamyka.

Potencjał mamy, bo potrafiliśmy wygrać z półfinalistą EuroBasketu – Rosją na kilka dni przed turniejem. Na przykładzie Słowenii  należy zadać sobie pytanie: czy nadal chcemy robić koszykówkę na skróty czy czerpać z bałkańskich wzorców? Skoro w finale EuroBasketu melduje się kraj liczebnie niewiele większy od Warszawy, to w czym my mamy problem?

Komentarze

Mateusz Zborowski

Obserwuj @MatZborowski