Był taki mecz: Tomczyk i Greer biją Olympiakos

Przenosimy w czasie do roku 2003 kiedy to w wypełnionej po brzegi Orbicie Śląsk rozprawiał się z greckim Olympiakosem na inaugurację Euroligi.

Jest 6 listopada 2003 roku. Wrocławska hala Orbita pęka w szwach, bo do stolicy Dolnego Śląska zawitał wielki Olympiakos Pireus. Śląsk był już wtedy u schyłku swojego prime’u. Mimo to nadal należał do ścisłej czołówki europejskich drużyn. Na przywitanie nowego sezonu Euroligi podopieczni Muli Katzurina mieli trudny orzech do zgryzienia, ale we Wrocławiu żadnej drużynie nie grało się łatwo, a wtedy w ekipie WKS-u nie brakowało charakteru.

Śląsk wyszedł piątką Greer, Tein, Ignerski, Tomczyk i Vasiljevic i szybko zaczął od prowadzenia 5:0. Po tym gra wrocławian stanęła w miejscu, a Olympiakos zaliczył run 14:0. Świetnie prezentowali się Giorgios Giannauzakos i Boris Gorenc. Gra WKS-u odmieniła się po wejściu na parkiet Derricka Phelpsa i Macieja Zielińskiego, którzy wnieśli sporo energii i agresji – zwłaszcza w defensywie. Śląsk zaczął gonić wynik. Z dystansu trafił Tomczyk, a kolejne punty dorzucili Phelps i Wójcik. To właśnie za sprawą trójki tego ostatniego po pierwszej kwarcie wrocławianie schodzili przy nieznacznym prowadzeniu 17:15.

W drugiej kwarcie Śląsk przez ponad pięć minut zdobył tylko dwa oczka po osobistych Wójcika. Goście napędzali szybie ataki, a punkty zdobywali Diamantopulos i Milisavljevic. Po dłuższym przestoju wrocławskiej ekipy sprawy w swoje ręce postanowił wziąć Lynn Greer. Filigranowy rozgrywający Śląska przez 15 minut nie zdobył nawet punktu, ale końcówka drugiej kwarty należała do niego. Zdobył 4 punkty z rzędu i asystował do Tomczyka, który trafił zza łuku po raz trzeci. Goście jednak trzymali się blisko WKS-u. Gra stała się bardziej wyrównana, ale to Śląsk cały czas prowadził dwoma punktami.

zdjecie-1966

Po przerwie swoje popisy kontynuował Greer, który najpierw trafił z odchylenia, a w kolejnej akcji dorzucił trójkę. Tym samym momentalnie odpowiedział Diamantopulos i wynik cały czas oscylował w granicach remisu. Po kolejnej trójce Diamantopulosa to Olympiakos nieznacznie prowadził, a trener Katuzrin poprosił o czas na żądanie. Zryw WKS-u nastąpił po akcji Zielińskiego. Trójkę trafił Phelps i na prowadzeniu znów byli wrocławianie. Grę na swoje barki ponownie wziął Greer, ale po trzeciej trójce Diamantopulosa Grecy wyszli na jednopunktową przewagę. Nie na długo, bo kwartę pięcioma punktami z rzędu zakończył Tomczyk i po 30 minutach Śląsk nadal miał dwa oczka przewagi.

Ostatnią odsłonę świetnie zaczął Dalibor Bagaric, który kręcił wrocławskimi podkoszowymi i zdobywał kolejne punkty. Gra zrobiła się nerwowa, a Milisavljevic na domiar złego trafił z dystansu. Prowadzenie przechodziło z jednej strony na drugą. Czwarty raz za trzy trafił Tomczyk, ale momentalnie zrewanżował mu się Diamantopulos. Śląsk zaczął popełniać proste błędy w ataku i sytuację ratował tylko niezawodny „Domino”, który trafił po raz piąty zza łuku. Na minutę do końca meczu Śląsk prowadził 78:74 po wolnych Greera. Olympiakos miał problem, ale jak trwoga to do… Diamantopulosa, który tym razem zamienił trzy osobiste na punkty. Śląsk nie oddał jednak minimalnego prowadzenia do samego końca, a mecz celnym osobistym zakończył bohater Tomczyk.

 
Idea Śląsk Wrocław – Olympiakos Pireus 82:80 (17:15, 17:17, 26:26, 22:22)

Śląsk: Greer 27, Tomczyk 27, Phelps 10, Wójcik 10, Tein 3, Vasiljevic 3, Zieliński 2, Hyży 0, Ignerski 0.

Olympiakos: Diamantopoulos 22, Wolkowysky 11, Bagaric 11, Milisavljevic 9, Liadelis 6, Harissis 6, Gorenc 6, Giannouzakos 5, Jurak 4, Sklavos 0.

 

Zdjęcia: Galeria fotografii sportowej – K&M Ziółkowscy

Komentarze

Mateusz Zborowski

Obserwuj @MatZborowski